Blog
CZY KAŻDA RYBA JEST ZDROWA
2014-07-04 08:33Najbardziej wstrętny newsletter, jaki napisałem
Drogi Czytelniku,
od razu z góry Cię przepraszam – mój dzisiejszy newsletter będzie niewątpliwie najobrzydliwszym, jaki kiedykolwiek napisałem. Będzie tu mowa o mało znanym fakcie dotyczącym hodowli ryb – nie polecam osobom o słabych nerwach.
Czy ryba jest zdrowa?
Mięso ryb jest świetnym źródłem białka, zawiera mnóstwo kwasów omega-3, w które najbogatsze są tłuste ryby z zimnych mórz.
Ale, w zależności od pochodzenia ryby na Twoim talerzu, może znaleźć się jeszcze wiele innych „dodatków”. I wcale nie chodzi tu o witaminy ani o składniki odżywcze!
Dzisiejsi konsumenci wiedzą już, że w mięsie ryb mogą występować rtęć i inne toksyny. Mają też świadomość, jak ich unikać.
Ale to tylko część prawdy. Organy państwowe zajmujące się zdrowiem nie ostrzegają ludzi przed tym, w jaki sposób hodowcy w Chinach i innych krajach azjatyckich karmią ryby, które potem trafiają do Europy. A mowa o rybach, które właśnie kupujesz w najbliższym supermarkecie, świeże lub mrożone.
Przygotuj się na duży szok, który może wywołać wstręt – za co z góry Cię przepraszam.
Weźmy na przykład Chiny – to największy na świecie eksporter tilapii, która jest najlepiej sprzedającą się rybą na Ziemi1.
Niewielu zna miejsce tej ryby w klasyfikacji gatunków. Nazwa „tilapia” odnosi się tak naprawdę do kilku ryb białych z rodziny pielęgnicowatych. Wchodzi w skład wielu dań gotowych na bazie ryby.
Dziesięć lat temu nikt o tej rybie nie słyszał, a teraz każdy by ją jadł, szczególnie w szpitalach i szkołach, ponieważ tilapia nie smakuje rybą – wyjaśnia „New York Timesowi” Orlando Delgado z firmy Aquafinca zajmującej się akwakulturą2 (akwakultura to forma gospodarki ludzkiej mająca na celu zwiększenie pozyskiwania żywności ze środowiska wodnego).
Aż do 2004 r. najlepiej na świecie sprzedawały się pstrąg tęczowy i łosoś. Dziś na czele jest tilapia.
Ryby karmione odchodami
Tilapia jest wszystkożernym przeżuwaczem – żywi się fitoplanktonem, peryfitonem (grupa organizmów bezkręgowych zamieszkujących różnorakie podłoża znajdujące się w wodzie), wodną roślinnością, małymi bezkręgowcami, a także… odpadkami.
Niestety niczego nie wymyślam. Możesz sprawdzić tę informację, na przykład na francuskim portalu Consoglobe3.
A teraz zgadnij, jakiego rodzaju odpadki dają tilapiom do jedzenia pomysłowi chińscy producenci.
Odchody.
Tak, dobrze przeczytałeś. To też można sprawdzić – w artykule opublikowanym w znanym amerykańskim czasopiśmie „Businessweek”4. (Artykuł jest po angielsku – „Pig Feces” oznacza „Odchody świń”).
Jak to możliwe?
W hodowlach morskich Chińczycy karmią dziś ryby odchodami świń i gęsi. Dlaczego? Bo to tańsze niż pasza dla ryb. W hodowli ryb zaczyna panować tak silna konkurencja, że hodowcy gotowi są używać wszelkich środków obniżających koszty, nie biorąc pod uwagę ani dobra ryb, ani Twojego.
Niestety po skonsumowaniu odchodów zwierząt ryby stają się podatniejsze na choroby. A potem ta niezbyt zdrowa rybka trafia na Twój talerz! Dodatkowo odchody zanieczyszczają wodę. Michael Doyle, dyrektor Centrum Bezpieczeństwa Żywności na Uniwersytecie w Georgii wyjaśnia, że ta praktyka jest niebezpieczna nie tylko dla ryb, ale także dla konsumentów. Ekskrementy wykorzystywane do karmienia ryb są często zanieczyszczone mikrobami takimi jak pałeczki salmonelli – przestrzega na łamach „Businesweeka”5.
Równie fatalne warunki hodowli panują w Azji przy hodowli krewetek i różnych gatunków przegrzebków.
Jak upewnić się, że nie jesz zanieczyszczonej ryby?
Najpewniej byłoby przeprowadzić się w okolice wybrzeża i samemu kupować rybę od ludzi, którzy sami ją złowili.
A trzeba przypomnieć, że jeszcze 50 lat temu prawie nikt mieszkający setki kilometrów od morza nie jadał świeżej ryby!
Jedynym tradycyjnie dostępnym daniem z ryby był pikling, znany od niepamiętnych czasów. To zwykły śledź, ususzony według metod konserwacji znanych ludom mieszkających nad morzem.
Nawiasem mówiąc, ostatnio odkryto, że śledź, chociaż niedrogi, jest bogaty w kwasy omega-3, korzystne dla mózgu i układu krążenia.
Niestety, mocny zapach śledzia nie podoba się współczesnym wrażliwym nosom, dlatego niewiele osób lubi go jeść.
Jeśli nie mieszkasz blisko morza i nie lubisz śledzia, jedynym naprawdę pewnym rozwiązaniem jest kupowanie ryb sprowadzanych z otwartych akwenów w lokalnym sklepie rybnym.
Będzie to jednak droga przyjemność, gdyż ryby łowione w ten sposób są droższe niż te z hodowli!
Mniejsze zło to mrożone ryby z Islandii, północnego Atlantyku czy Alaski (za wszelką cenę unikaj ryb z hodowli azjatyckiej i norweskiej!). Wybieraj rybę mrożoną w opakowaniu próżniowym, a nie tę na wagę, wkładaną do plastikowej torby. Ryba z opakowania próżniowego będzie świeższa i mniej oblodzona.
Na zdrowie!
.png)
